„Życiówka”

Zacznę od tego, czym dla mnie rozwój nie jest. Zdecydowanie nie jest wyścigiem, na którego końcu czeka meta. Nie ma określonych ram czy wyznaczonej trasy. Nie ma w nim sędziów ani rywali. Jesteśmy tylko My i „on” – ewentualnie jego brak.

Gdy w biegu ulicznym pobijamy swój życiowy rekord potoczne nazywamy to ”życiówką’. Dokładnie takiego określenia chcę użyć na zdefiniowanie mojej koncepcji rozwoju. Jest on ”życiówką”, ale w zupełnie innym tego słowa znaczeniu. ”Życiówką” dlatego, że mamy na niego całe swoje życie… a możliwe, że i jeszcze dłużej.


Nie musimy się spieszyć, to wręcz przeszkadza rozwojowi się rozwijać. Nie uważam także, że powinniśmy wyznaczać mu punkt docelowy. Myślę, że i tak takiego punktu nie ma. Nie mówię tu o nie wyznaczaniu sobie celów, bo to akurat jest jeden z kluczowych elementów aby móc monitorować przebieg swojej wędrówki.

Przedstawię to tak…

Gdy wdrapię się już na szczyt to widzę z niego kolejny, ale aby się na niego wdrapać na ogół muszę zejść i rozpocząć podróż znów u podnóża góry. Jest to męczące i często dopada mnie myśl, że to nie ma sensu. Przecież jestem na szczycie. Dobrze się z tym czuję, widoki zapierają dech w piersi, no i to ja tu jestem, gdy inni dopiero próbują wejść. Ta metafora przedstawia, to co nas często blokuje przed dalszym rozwojem. Spadek motywacji, świadomość drogi, zmęczenie, albo po prostu jest nam zbyt dobrze w tej jak że ostatnio spopularyzowanej „strefie komfortu”.

Dla tego kroczmy spokojnie i własnym tempem, aby nie stracić motywacji .

Na górze są piękne widoki, ale to w drodze spędzimy największą część naszego czasu. Na szczycie nie pozostaniemy na zawsze. Pamiętajmy, że tam często wieje i nie wiadomo kiedy może zaskoczyć nas ulewa. Jedni chcą tam zostać jak najdłużej, gdy inni jak najszybciej wyruszają w dalszą podróż. Którzy ludzie postępują właściwie? Tego nie wiem. Ale wiem, że pokochanie samej podróży przez szczyty rozwoju daje niesamowitą satysfakcje. wierzchołki gór są tylko wspaniałym elementem tej podróży.


Gdy tylko pozwolimy rozwojowi samemu się rozwijać poprowadzi on nas w różne ciekawe i nieznane nam miejsca.

 Wyruszając w moją podróż z Nim nie miałem pojęcia, że zaprowadzi mnie On prosto pod drzwi siłowni.
Taki właśnie jest rozwój a ja pozwoliłem, aby to on nadawał kierunek mojemu życiu. Byłem wątłym, słabym i unikającym jakiegokolwiek sportu człowiekiem. Ważyłem może 60 kilogramów, kondycje miałem fatalną i żadnego pojęcia o sportach siłowych. Dla tego podszedłem do tematu z pokorą i rozwagą. Zacząłem oglądać filmy na YT i powoli wdrążać się w tajniki siłowni, odżywiania i suplementacji. Poznawałem anatomie własnego ciała i dużo czasu poświęcałem na opanowanie właściwych technik, aby nie odnieść kontuzji . Zacząłem powoli, ostrożnie ale także sumiennie i z zaangażowaniem. I wiecie co? Od kilku lat regularnie ćwiczę i biegam i… Kocham to! Naprawdę dobrze się czuję i podobam się sobie. To wspaniałe uczucie, gdy słyszę słowa uznania znajomych, którzy znają mnie sprzed lat.


A ja „tylko” miałem przestać pić! To był szczyt który miałem zaliczyć, i zaliczyłem.


Ta droga jest po prostu piękna i ciekawa. Zaczynać coś nowego, doskonalić się, zdobywać wiedzę, poznawać nowych ludzi i patrzeć na tych, którzy są gdzieś przed nami. Patrzeć jak omijają przeszkody i gdzie stawiają kroki, aby samemu wiedzieć którędy iść. Czasem też na przekór – wyznaczać własną trasę, którą jeszcze nikt nigdy nie wchodził. Możliwości są nieograniczone.


Ciekawe jest także to, że w momencie w którym rozpocząłem swoją przygodę z ciężarami na siłowni, odnalazłem Boga. Oddałem mu życie i zacząłem dogłębnie badać swoją duszę. Jedno nie wykluczyło drugiego. W tamtym momencie mojego życia chęć rozwoju prowadziła (zresztą nadal prowadzi) mnie wieloma ścieżkami jednocześnie. Na szczyty, na których jeszcze mnie nie ma… i paradoksalnie zdaję sobie sprawę, że są to szczyty do których nigdy nie dotrę.

Tak właśnie widzę rozwój.


Wiele kierunków, wiele dróg, wiele możliwości i czas do końca życia. Raz idziemy jedną ścieżką dokładnie ją penetrując, a innym razem idziemy kilkoma naraz. Czasem przyspieszamy a czasem zwalniamy, lecz to nie jest istotne, gdyż cały czas jesteśmy w podróży.


Mam nadzieję że taka koncepcja rozwoju i dla Ciebie okaże się interesująca. Ja w niej odnalazłem spokój i systematyczny progres, czasem w wielu kierunkach, a czasem tylko w jednym. Nie wiem czy inni widzą w tym sens ale to nie jest ważne bo to mój rozwój i moja „życiówka”.


5 myśli na temat “„Życiówka”

Dodaj komentarz